DSC_0960
Gadżety w kuchni, KUCHNIA

Jaki śliniak wybrać?

Uwielbiam gadżety kuchenne. Od zawsze miałam niezliczoną ilość misek, kubków, talerzy, obrusów czy ścierek. Nic nie zmieniło się w tej kwestii, gdy pojawił się Stasiek. No może to, że teraz gadżety kuchenne kupuję głównie dla niego. Stąd też mamy sporą kolekcję talerzy, sztućców, kubków i śliniaków.

Przyznam szczerze, że zaczynając przygodę z rozszerzaniem diety Staśka nie przywiązywałam zbyt dużej wagi do wyboru śliniaka. To był jak się potem okazało błąd. Pierwsze śliniaki, których Stasiek używał były materiałowe.  Strasznie się brudziły, nie dało się ich doprać po marchewce czy burakach, często były za szerokie dla małego dziecka przez co i tak ubranie przy szyi było brudne. To była pozorna oszczędność, bo choć były tanie to często nie spełniały one swojej funkcji i ubranie lądowało w koszu.

Chciałam zatem pokazać kilka śliniaków, które posiadamy i przedstawić swoją opinię na ich temat. Może ułatwi to podjęcie decyzji jaki śliniak będzie dla Was najlepszy.

Śliniak z kieszonką Beaba – cena około 40 zł

DSC_1001

Wykonanie – śliniak wykonany jest z giętkiego, sztucznego tworzywa, bez BPA. Pod szyją wykończony jest tasiemką, która służy też do zawiązywania. Na końcu znajduje się rynienka do której wpada ewentualne jedzenie.

Dla kogo – jak podaje producent, śliniak nadaje się dla dzieci powyżej 4 miesiąca życia. Moim zdaniem może być wtedy trochę za luźny przy szyi. Można ewentualnie zawiązać go ściślej tak by tworzywo na siebie nachodziło.

Czyszczenie – z posiadanych przez nas śliniaków, jest najłatwiejszy w czyszczeniu. Wystarczy z kieszonki wysypać, wylać to co ewentualnie spadło, a śliniak przetrzeć mokrą ścierką lub gąbką. Plusem jest też to, że nie licząc tasiemki, od razu jest suchy i gotowy do następnego użycia. Dzięki temu, że jedzenie i woda w niego nie wsiąka nie wydziela też nieprzyjemnego zapachu mimo częstego używania.

Jak się u nas sprawdza? Na obecnym etapie, kiedy Stasiek próbuje jeść wszystko sam, sprawdza się świetnie. Jedzenie które mu wypada ląduje w kieszonce, co znacznie ogranicza bałagan. Dużą jego zaletą jest fakt, że rynienka jest na tyle wysoko, że Stasiek może wyciągnąć z niej to co mu spadło i znów spróbować to zjeść.

Śliniak Canpol Babies – cena około 11 zł, sprzedawane w zestawie po 3 sztuki

DSC_0998

Wykonanie – śliniak jest bawełniany, z ceratą od spodu. Posiada tasiemki do zawiązywania. Cerata wg mnie jest dość sztywna i po zagięciu np podczas prania – drapie.

Dla kogo – jak podaje producent, śliniak nadaje się już dla dzieci po urodzeniu.

Czyszczenie – Po zabrudzeniu najlepiej śliniak uprać w pralce. Niestety marchewki nie udało mi się nigdy doprać. W trakcie prania cerata się zagina, a obrazek szybko ściera. Gdy po jedzeniu śliniak nie był bardzo brudny przecierałam go mokrą szmatką, jednak wtedy przez wsiąkające jedzenie i wodę, śliniak brzydko pachnie.

Jak się u nas sprawdza, a właściwie sprawdzał? Śliniaków używałam na początku rozszerzania diety Staśka, gdy karmiłam go łyżeczką, przez około miesiąc. Jeśli chodzi o ubranie to chronił je przed zabrudzeniem, jednak po kilku czyszczeniach wyglądał bardzo nieestetycznie i brzydko pachniał. Nie wyobrażam sobie jednak używania ich podczas nauki samodzielnego jedzenia przez dziecko, ponieważ nie dość, że jest krótki i nie chroni całego ubrania, to jeszcze wszystko po nim spada na nogi.

Śliniak Ikea – cena 7,99 zł, sprzedawane w zestawie po 2 sztuki

DSC_1010

Wykonanie – śliniak wykonany jest z tworzywa sztucznego PEVA. Jest to coś w rodzaju miękkiej, cienkiej gumy. Obszyty jest kolorową tasiemką, zapinany na rzep.

Dla kogo – jak czytamy na stronie sklepu, śliniak zalecany jest dla dzieci do 2 roku życia. Gdy kupiłam go dla Staśka, miał wtedy około 6-7 miesięcy, zapięcie z tyłu było za luźne, więc musiałam go z tyłu związywać i dopiero zapinać na rzep.

Czyszczenie – po zabrudzeniu wystarczy śliniak przetrzeć mokrą gąbką lub ścierką. Jak pisze producent można go prać w pralce, jednak nie bardzo sobie wyobrażam jak będzie wtedy wyglądał, ponieważ już podczas jedzenia i wycierania ścierką, w miejscu zgięć powstają białe ślady.

Jak się u nas sprawdza? Do tej pory zdarza nam się go niekiedy używać, jednak tylko kiedy albo ja karmię Staśka np. kaszą, którą lubi i wiem, że nie będzie jej wypluwał albo kiedy je coś suchego i mało brudzącego. Wszystko dlatego, że choć ubranie pod śliniakiem jest dobrze chronione, to po nim wszystko łatwo spływa wprost na nogi dziecka.

Śliniaki bawełniane Ikea – cena około 12 zł, sprzedawane w zestawie po 2 sztuki, nie są już dostępne

DSC_1007

Choć śliniaka nie ma już w sprzedaży, zdecydowałam się umieścić go w zestawieniu, ponieważ Ikea często wznawia produkty, a także inne firmy mają w swojej ofercie bardzo podobne śliniaki.

Wykonanie – śliniak jest bawełniany, podszyty od spodu miękką, cienką gumą. Jest zapinany na rzep, a z przodu posiada bawełnianą kieszonkę.

Dla kogo – śliniak zalecany jest dla dzieci do 2 roku życia. Podobnie jak w przypadku poprzedniego śliniaka, dla dzieci młodszych może być jednak za szeroki pod szyją.

Czyszczenie – po zabrudzeniu najlepiej uprać je w pralce. Jednak tak jak w przypadku innych bawełnianych śliniaków zabrudzenia nie zawsze się dopierają i często pozostaje nieprzyjemny zapach. Plusem śliniaka jest to, że mimo wielu prań zachował swój kolor.

Jak się u nas sprawdza? Śliniaka właściwie już nie używamy, ponieważ przy samodzielnym jedzeniu bardzo słabo się sprawdza. Jedzenie w niego wsiąka, a kieszonka jest słabą ochroną, ponieważ szybko przecieka.

Śliniak wodoodporny Ikea – cena 17,99 zł, sprzedawane w zestawie po 2 sztuki

DSC_1002

Wykonanie – jest odwrotnością poprzedniego śliniaka z Ikei. Na wierzchu jest pokryty miękką, cienką gumą, a od spodu jest bawełniany. Jest to według mnie dużo lepsze rozwiązanie, ponieważ stanowi większą ochronę. Obszyty jest tasiemką, zapinany na rzep. Posiada też dodatkowo kieszeń z przodu.

Dla kogo – tak jak poprzednie zalecany jest dla dzieci do 2 roku życia. Jednak tak jak w przypadku innych śliniaków tej firmy, dla dzieci młodszych może być za szeroki pod szyją.

Czyszczenie – po zabrudzeniu wystarczy śliniak przetrzeć mokrą gąbką lub ścierką.Przy większych zabrudzeniach można go uprać w pralce.

Jak się u nas sprawdza? Śliniaka używamy dość często. Dobrze chroni ubranie. Zaletą jest też kieszeń do której wpadają ewentualne kawałki jedzenie. To zdecydowanie najlepszy model z Ikei.

Śliniak Done by Deer – cena 45 zł, sprzedawane w zestawie po 2 sztuki

DSC_0985

Wykonanie – wykonany jest z poliuretanu, jest po przyjemna w dotyku, miękka guma. Śliniak posiada kieszeń i jest wiązany w tyłu. Tym co wyróżnia go spośród innych jest jego długość – ma 35 cm.

Dla kogo – śliniak nadaje się już dla dzieci 0+.

Czyszczenie – jest bardzo łatwy do utrzymania w czystości. Wystarczy przetrzeć go mokrą ścierką lub gąbką. Jedzenie jakby ześlizguje się z niego do kieszeni. Przy większych zabrudzeniach np. czerwonym barszczem od środka kieszonki, piorę go w ręku wodą z mydłem i bez problemu schodzą nawet tak ciężkie plamy. Można oczywiście prać też go w pralce.

Jak się u nas sprawdza? Obok śliniaka marki Beaba, ten jest naszym ulubionym. Oprócz tego, że łatwo się go czyści ogromnym plusem jest jego długość. To jedyny śliniak, który zasłania nogi Staśka podczas jedzenia. No i ten wygląd, mam słabość do tej marki.

 

Śliniaki do zadań specjalnych

Chciałam Wam jeszcze pokazać dodatkowo śliniaki  z rękawami. Nie wyobrażam sobie początków nauki samodzielnego jedzenia bez nich. Pamiętam jak Stasiek podczas obiadu miał często swoją miskę z zupą do moczenia sobie w niej rąk, a z drugiej ja go karmiłam. W tamtym czasie w jedzeniu było dosłownie wszystko – Stasie, ja, krzesełko, podłogą, a czasem nawet meble i ściany.  Dużym ułatwieniem jest wtedy taki kryty śliniak, ponieważ zmniejsza ilość brudnych ubrań.

Teraz, gdy Stasiek jest już starszy podczas jedzenia nadal zdarza nam się z nich korzystać, szczególnie gdy je bardzo brudzące potrawy np. barszcz czerwony. Dodatkowo spełniają one też funkcję fartuszków i są niezastąpione przy ‚pracach’ plastycznych.

Ślinik z długim rękawem Lassig – cena 48 zł

DSC_0976

DSC_0980

Wykonanie – śliniak wykonany jest z powlekanego poliestru. Jest wykończony tasiemką, która służy również do zawiązywania śliniaka z tyłu. Posiada kieszeń oraz ściągacze przy rękach.

Dla kogo -jak podaje producent śliniak jest przeznaczony dla dzieci od 12 do 24 miesięcy. Stasiek używał go wcześniej, ponieważ dzięki wiązaniu z tyłu łatwo się reguluje szerokość. Dużym plusem są też gumki przy rękach które dobrze trzymają i zapobiegają dostaniu się czegoś pod śliniak.

Czyszczenie – jest bardzo łatwy do utrzymania w czystości. Wystarczy przetrzeć go mokrą ścierką lub gąbką.

Jak się u nas sprawdza? Śliniak znakomicie spełnia swoją funkcję. Jest przyjemny w dotyku, ładnie wygląda, a dzięki niemu Stasiek i jego ubranie jest czyste.

Śliniak z rękawami Ikea – cena około 30 zł, sprzedawane po 2 sztuki. Nie ma ich już w sprzedaży, ale na stronie widziała podobny w cenie 19,90 zł za sztukę.

DSC_0975

DSC_0982

Wykonanie – śliniak wykonany jest z gumy syntetycznej. Jest wykończony tasiemką, posiada kieszeń oraz ściągacze przy rękach. Zapinany na rzep.

Dla kogo – śliniak jest przeznaczony dla dzieci do 2 roku życia. Zapięcie na rzep jest zbyt luźne dla małych dzieci przez co jedzenie dostaje się pod śliniak.

Czyszczenie – jest łatwy do utrzymania w czystości. Wystarczy przetrzeć go mokrą ścierką lub gąbką.

Jak się u nas sprawdza? Śliniaka używaliśmy w początkowym etapie rozszerzania diety. Niestety przy szyi był dużo za luźny co powodowało zabrudzenie ubrania pod spodem. Aby tego uniknąć musiałam zakładać Staśkowi pod spód jeszcze jeden śliniak. Gumki przy rękawach bardzo słabo trzymają, właściwie nie można ich nazwać ściągaczami, a raczej po prostu obszyciem (w nowej wersji widziałam, że zostało to poprawione i są ściślejsze gumki).

 Których śliniaków używamy najczęściej?

Zdecydowanie najczęściej Stasiek je w śliniaku firmy Beaba lub Done by Deer.

Jaki śliniak zatem wybrać?

Według mnie najlepszym wyborem są śliniaki z tworzyw sztucznych. Są dużo łatwiejsze w utrzymaniu czystości, nie pochłaniają zapachów i dużo dłużej posłużą.

Co do zapięcia najlepszym rozwiązaniem są śliniaki wiązane. Łatwiej je wtedy dopasować do szyi dziecka i uniknąć przedostawania się pokarmu pod śliniak. Jest też wtedy dużo większy zakres regulacji.

 

A jakie śliniaki najlepiej sprawdzają się u Was?

Previous Post Next Post

4 komentarze

  • Reply markdottir Sierpień 11, 2016 at 9:00 am

    Ja polecam śliniaki marki close. Zanim na nie trafiłam, przerobiłam masę śliniaków i te są najlepsze (ikeowe nam przesiąkały). Są piękne, kolorowe, wszystko niemal się z nich spiera, nie przesiąkają, ale to nie cerata, więc dziecko nie jest mokre po jedzeniu. 😉 Dla mnie strzał w 10. 🙂
    Używałam tez śliniaków z kieszonką podobnych do tych Beaba. Miałam 2 sprezentowane przez znajomą, więc nie wiem skąd były, ale kupiła je w UK. Nie trafiłam w Polsce na takie same, a tamte były (w porównaniu z innymi plastikowymi śliniakami z kieszonką) jakieś bardziej miękkie i przyjazne. Służyły nam dopóki nie popękały od mycia w zmywarce. Myślę, ze Twoje też by nam pasowały, ze względu na wygodne zawiązywanie.

    • Reply Marta Sierpień 13, 2016 at 7:10 pm

      Dzięki 🙂 muszę chyba ten Close wypróbować 🙂

  • Reply Glooo Sierpień 11, 2016 at 8:45 pm

    Polecam śliniaczek Close ? Najlepszy. Mamy tylko go. Polecony przez znajomych i jeden z najlepszych zakupów.

    • Reply Marta Sierpień 13, 2016 at 7:11 pm

      Jesteś kolejną osobą która chwali te śliniaki więc chyba się zaopatrzymy i w taki 🙂

    Dodaj komentarz