MAMA

Codzienność z dwójką dzieci, czyli nasze pierwsze 6 miesięcy we czwórkę

Ponad pięć miesięcy temu, kiedy Ignacy miał 4 tygodnie napisałam o tym, jak wyglądały nasze pierwsze wspólne dni w domu. Obiecałam Wam wtedy, że za jakiś czas opowiem jak wygląda nasza codzienność, jak Stach odnajduje się w roli starszego brata i my w roli podwójnych rodziców. Już od jakiegoś czasu chciałam Wam o tym napisać ale jakoś nie mogłam się zebrać. Stwierdziłam jednak, że skończenie przez Ignacego pół roku będzie dobrą okazją.

Wspominałam Wam już kilka razy, że obecnie mieszkamy z moimi rodzicami przez co jest mi z pewnością łatwiej, bo moja mama pracuje w systemie zmianowym, więc w zależności od tego na którą idzie do pracy, rano lub popołudniu mogę liczyć na jej pomoc. Sytuacja ta zmieni się już całkiem niedługo, pewnie za mniej więcej miesiąc bo czeka nas przeprowadzka. Ale o tym pewnie za jakiś czas…

Dziś czas na podsumowanie ostatnich 6 miesięcy. 6 miesięcy, które były całkiem inne, całkiem nowe, bo z Ignacym, we czwórkę.

Trochę umownie podzieliłam podsumowanie na dwie części – ‚pierwsze trzy miesiące’ i ‚po trzech miesiącach’, bo te okresy okazały się bardzo różnić od siebie. Nie bez powodu pierwsze trzy miesiące po porodzie nazywane są czwartym trymestrem ciąży. Nie było oczywiście tak, że w dniu w którym Ignacy skończył trzy miesiące wszystko się zmieniło. Zmieniało się stopniowo, ale właśnie mniej więcej wtedy zmiany były najbardziej odczuwalne.

Pierwsze trzy miesiące…

Początek był dość ciężki, bo Ignacy popłakać lubił. Nawet bardzo. Moja mama twierdziła, że ma to chyba po mnie, bo jak byłam niemowlakiem to powiedzmy mocno ćwiczyłam płuca. W ciągu dnia mało spał i właściwie był nieodkładalny. Ćwiczyłam więc biceps, bo ręce i zapach innych osób też mu nie odpowiadały. Nie było mowy o tym, żeby dał się ponosić mojej mamie, cioci czy innym osobom. Od razu zaczynał się prężyć i płakać. Akceptował ręce Łukasza, który po powrocie z pracy go przejmował i potrafił uśpić jak nikt inny.

Przez pierwsze prawie trzy miesiące każda zmiana pieluchy wiązała się z płaczem, a raczej darciem się wniebogłosy. Nie pomagała zmiana miejsca, zmiana czy ocieplanie chusteczek, smarowanie. No nic. Ignacy darł się strasznie i już. Całe szczęście z czasem to minęło.

Po pierwszej, całkiem nieźle przespanej w łóżeczku nocy, cieszyłam się, że spać będzie dobrze. Okazało się jednak, że radość była przedwczesna. Kolejne noce wyglądały coraz gorzej. Ignacy ciężko usypiał, w nocy często się budził i nie wystarczyło samo karmienie, żeby usnął ponownie. Często przez dwie godziny nosiliśmy do na zmianę, żeby znów usnął. Dochodziły też krzyki przy zmianie pieluchy, które w nocy były jakby jeszcze głośniejsze. O spaniu w łóżeczku nawet nie było mowy. No może mowa była, jeżeli byłabym pewnie bardziej konsekwentna i odkładała go do niego po każdym karmieniu czy uśpieniu, ale zwyczajnie nie miałam na to siły ani ochoty. Ignacy spał więc ze mną dzięki czemu mogłam choć trochę pospać, bo karmienie też zazwyczaj odbywało się na leżąco, w łóżku. No właśnie ze mną, a nie z nami, bo przez jego nocne koncerty spaliśmy w innym pokoju, chcąc uniknąć obudzenia Stacha.

No właśnie – co ze Stachem? Stach całkiem nieźle znosił nową sytuację i wymagającego brata. Zdarzały się przejawy braterskiego zainteresowania. Wtedy podchodził do Ignaśka, głaskał go, całował. Zdarzały się też momenty trudniejsze kiedy chciał żebym odłożyła Ignacego i pobawiła się z nim. Jednak zazwyczaj po prostu byli obok siebie. Stach nie przejawiał nim jakoś wielkiego zainteresowania, nie było jednak też jakichś objawów zazdrości, tupania nogami i tym podobnych rzeczy. Może poza sytuacjami kiedy swoją złość i zgubienie wyładowywał uderzając kogoś dorosłego. W tych sytuacjach pomogło zwracanie uwagi, tłumaczenie i przytulanie. Całe szczęście szybko takie napady złości mu przeszły. Wieczorną kąpiel i usypianie Stach całkowicie przejął Łukasz. W tym czasie ja ogarniałam Ignacego.

Po 3 miesiącach…

Po trudnym początku, wszystko zaczęło iść ku lepszemu. Ignacy stał się dzieckiem, które cały czas się śmieje. No może oprócz momentów kiedy marudzi i płacze 🙂 Przestał krzyczeć podczas przewijania, zaczął pozwalać się wziąć na ręce także innym osobom, nie tylko mi czy Łukaszowi, zaczął lepiej spać dzięki czemu mogliśmy wrócić do sypialni. Z tym spaniem może nie było i nadal nie jest jakoś świetnie, bo kilka pobudek w nocy na karmienie jest obowiązkowo. Jednak skończyło się nocne noszenie i usypianie na rękach, a i w swoim dostawianym łóżeczku śpi coraz częściej i coraz dłużej. Teraz kiedy uśnie pierwszym snem około 20-21, przekładam go do łóżeczka i tam śpi zazwyczaj do jakiejś 12 – 1. Potem karmię go na leżąco i zazwyczaj zostaje już w naszym łóżku do rana, budząc się po drodze jeszcze dwa czy trzy razy.

Ze spaniem w ciągu dnia bywa różnie. Często są to tylko krótkie, 15-20 minutowe drzemki, długo nie miał jakiegoś rytmu w tym spaniu. Od niedawna zauważyłam jednak tendencję, że po wstaniu około 6 – 7, pierwsza, krótka drzemka jest mniej więcej o 9. Trwa ona przeważnie 15-20 minut. Początkowo mi to trochę przeszkadzało, jednak teraz dostrzegam jej plusy. Dzięki temu, że jest krótka, Ignacy około 12 jest już bardzo śpiący. Wtedy zazwyczaj idzie spać też Stach. Usypiam więc najpierw Ignacego, a potem staram się jak najszybciej położyć spać Staśka i liczę, że w tym czasie Ignaś nie zacznie płakać. Kiedy tak się dzieje, Stach się rozbudza i o drzemce mogę zapomnieć, a kiedy nie śpi w ciągu dnia, po południu jest zmęczony i strasznie marudny. To zgranie usypiania bywa chyba jednym z trudniejszych momentów w ciągu dnia. Ostatnio jednak coraz częściej udaje się uśpić ich w tym samym czasie. Śpią wtedy zazwyczaj około 1,5 – 2 godziny. Po południu, koło 16-17 Ignacy ma jeszcze jedną drzemkę. Zazwyczaj krótką 15-20 minutową.

Zabawy z chłopakami w ciągu dnia są łatwiejsze od kiedy Ignaś polubił leżenie na podłodze, szczególnie kiedy zaczął sprawnie przekręcać się na brzuch. Ma to chyba po Stachu, który uwielbiał leżenie na brzuchu i obserwowanie wszystkiego. Teraz kiedy zaczął pełzać po całym pokoju największą atrakcją jest chwytanie zabawek Stacha.

Jeszcze kwestia spacerów, która dzięki aktualnej pogodzie i temu, że mieszkamy w domu z ogrodem jest bardzo ułatwiona. Skończyło się bowiem ubieranie w kombinezony, ciepłe buty, czapki i tak dalej. Teraz zazwyczaj wystarczy, że Stach założy buty i można wychodzić. Ignacy, tak jak jego straszy brat, kiedy był mały nie przepadał za gondolą. Często więc wyjścia wiązały się z noszeniem go na rękach. Spacery i pobyt na dworze stały się dużo przyjemniejsze od kiedy zmieniliśmy wózek na spacerówkę.

Ignacy jest zapatrzony w starszego brata jak w obrazek. Nikt chyba go tak nie rozśmiesza jak Stach. Stach natomiast zwraca coraz większą uwagę na ‚Adzie’, bo tak nazywa Ignaśka. Podchodzi do niego, kładzie się często obok, przytula go czy całuje w głowę. Kiedy Ignacy płacze najczęściej podchodzi i mówi: ‚cicho’. Ostatnio podczas karmienia, gdy tak machał rękami, że część marchewki wylądowała na jego skarpetce, Stach podszedł do niego i powiedział: ‚nie machaj, jedz!’. Kiedy na podłodze Ignaś sięga po jego zabawki zazwyczaj chce mu je zabierać. Staramy się mu tłumaczyć, żeby się dzielił, że jeżeli się nimi akurat nie bawi to, żeby pozwolił na zabawę bratu. Bywa oczywiście różnie, jak to w przypadku dwulatka. Ostatnio zauważyłam jednak postęp, bo nawet jeżeli zabiera mu swoją zabawkę, to daje w zamian inną.

Nie ma jednak co ściemniać, bo nie zawsze jest różowo i cudownie. Stach jest w wieku, kiedy mocno manifestuje czego chce, a chce zazwyczaj wszystko robić sam. Często też ma inne zamiary niż ja czy Łukasz. Kto ma lub miał w domu dwulatka pewnie wie o co mi chodzi. Jak na razie uniknęliśmy rzucania się na ziemie czy kopania wszystkiego i wszystkich. W naszym przypadku dużo daje spokojne tłumaczenie. O spokój jednak niekiedy trudno…

Pojawiły się jeszcze dwa większe problemy ze Stachem, które są najprawdopodobniej reakcją na pojawienie się młodszego brata.

Pierwszy to usypianie. Pisałam Wam kiedyś, że Stach usypia sam w łóżeczku. Trzeba było tylko siedzieć koło niego. Niestety należy to już do przeszłości. Teraz usypia kiedy leży ze mną w łóżku, a dopiero potem przekładam go do łóżeczka. No właśnie ze mną, a nie jak było przez kilka ostatnich miesięcy, z Łukaszem. Od jakiegoś czasu nie ma mowy, żeby usnął z kimkolwiek innym niż ja. Dotyczy to zarówno spania na noc, jak i drzemek (jeżeli są w domu). No nie ma opcji i już, bo Stach strasznie wtedy płacze. Wieczory wyglądają więc tak, że w czasie kiedy Łukasz kąpie Stacha, ja karmię i usypiam Ignacego. Z różnym skutkiem. Potem idę usypiać Stacha. Super jeżeli Ignacy w tym czasie śpi, ale nie zawsze tak jest. Niekiedy bawi się jeszcze z Łukaszem, a niekiedy śpi, ale zdąży się obudzić zanim Stach uśnie. Wtedy zazwyczaj jest wielki płacz i tylko ja mogę go uspokoić. Kończy się wtedy tym, że leżymy sobie wszyscy razem, we czwórkę, a usypianie trwa znacznie dłużej. Całę szczęście zazwyczaj o 21, max 21:30 obaj już śpią. Od jakiegoś czasu Stachowi zdarza się też budzić w nocy. Jest tak raz na kilka dni. Wtedy bierzemy go do nas do łóżka i zazwyczaj śpimy wszyscy we czwórkę do rana.

Drugi to odpieluchowywanie, które zaczęliśmy kiedy Stach miał 21 czy 22 miesiące. Poszło świetnie, już chciałam Wam pisać, że nie ma się czego bać. Niestety okres kiedy Stach nie używał wcale pieluchy trwał…dwa tygodnie. Potem jakby zapomniał czego się nauczył i pielucha wróciła. Początkowo byłam zła, nawet bardzo, bo przecież umiał, zawsze wołał kiedy chce siku, planowałam już nawet nie zakładać mu pieluchy na drzemkę. I co tak po prostu zapomniał? Odpuściłam jednak, bo stwierdziłam, że nic na siłę. Przecież nie będę go trzymała całe dnie na nocniku. Poszukałam też w internecie i okazało się, że dopadł nas chyba tzw. ‚kryzys nocniczkowy’, który podobno występuje dość często u dzieci odpieluchowywanych przed 2 rokiem życia. Nie wiem czy przyczyniło się do tego pojawienie Ignaśka, ale pewnie może to być jeden z powodów. W każdym razie czekamy na koniec kryzysu, ostatnio z małymi sukcesami:)

Pytacie często jak to jest z dwójką? Czy z drugim dzieckiem jest łatwiej?

Może jest łatwiej o tyle, że wszystko nie jest nowe i nieznane. Wiadomo każde dziecko jest inne, jednak codzienna pielęgnacja malucha przychodzi łatwiej, bo wiadomo czego można się spodziewać. Kąpiele nie stresują, nie martwisz się czy dobrze trzymasz dziecko i jego główkę, jakoś łatwiej też przejść początkowy ból podczas karmienia. Przynajmniej mi było, bo wiedziała tym razem jak nie doprowadzić do tego by lała się krew.

Nie jest jednak tak, że z dwójką jest łatwiej. Przynajmniej nie z dwójką z tak małą różnicą wieku. To dwa razy więcej obowiązków, to ciągłe dylematy, który potrzebuje nas bardziej w danej chwili np. czy starszy przy jedzeniu, czy młodszy który marudzi na podłodze. To dużo trudniejsze wybranie się gdziekolwiek, bo zakupy z dwójką to niezłe wyzwanie. Nie mówiąc już o wyjście na dłużej gdzieś samemu. Ignacy ostatnio był ze mną na babskim wieczorze, bo za nic nie chce jeść z butelki.

Inaczej wygląda jednak macierzyństwo przy drugim dziecku. Ja przynajmniej inaczej je postrzegam. Drugie dziecko dorasta jakby szybciej, choć bardziej chciałoby się to dorastanie spowolnić. Przy Stachu z niecierpliwością czekałam na każdy postęp – kiedy zacznie się przekręcać, kiedy usiądzie, kiedy zacznie jeść marchewkę. Teraz wszystko dzieje się jakby dwa razy szybciej, mam wrażenie, że czas przecieka przez palce. Choć oczywiście cieszę się z każdego jego sukcesu nie wypatruję ich już niecierpliwie. Dlatego rozszerzanie diety Ignacego zaczęłam trochę później niż Stacha, dlatego nawet nie myślę o rezygnacji z karmienia piersią, choć w przypadku Stacha już wtedy chodziło mi to po głowie (odstawiłam go jak miał niespełna 8 miesięcy), dlatego po nocnym karmieniu nie odkładam go do łóżeczka. Chcę jak najdłużej cieszyć się tym, że mam niemowlaka w domu, nie chcę niczego przyśpieszać. Zaraz i tak, nasza mała kluseczka wstanie i ruszy za bratem.

DSC_0034 DSC_0163 - Kopia DSC_1003 - Kopia DSC_1001

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Previous Post Next Post

8 komentarzy

  • Reply dorota Sierpień 23, 2017 at 5:52 pm

    czekałam na ten wpis ? zwłaszcza ze sama niedawno dowiedziałam się ze znowu jestem w ciąży i u nas będzie podobna różnica wieku. nie ukrywam jestem przerazona tym co mnue czeka bo moj roczny jaś jest teraz no nie ukrywajmy kompletnie niesamodzielny. i ten wpis dodal mi otuchy ze jakoś to po prostu będzie ?

    • Reply Marta Sierpień 23, 2017 at 7:57 pm

      To gratulacje !!! To chyba właśnie jest największy problem tak małej różnicy wieku, że starsze dziecko jeszcze nas bardzo potrzebuje, bo tak naprawdę jest maluchem, który dopiero się wszystkiego uczy. Zobaczysz że będzie dobrze. Początek jest ciężki (piałam kilka miesięcy temu o naszym powrocie do domu z Ignaśkiem) ale potem będzie łatwiej, bo się razem sobą zajmą (przynajmniej na to liczę) 🙂

  • Reply Gosia Sierpień 23, 2017 at 7:30 pm

    Też jestem w podobnej sytuacji bo w tym miesiącu syn konczy dwa lata a za dwa miesiące dołączy do nas drugi syn ? i z dnia na dzień coraz bardziej jestem.przerażona jak to.bedzie i jak to zniesie starsze dziecko 🙁 ten wpis dużo mi pomógł i pewnie jeszcze do niego nie raz wrócę.

    • Reply Marta Sierpień 23, 2017 at 8:04 pm

      Wydaje mi się, że często takiemu maluchowi łatwiej zaakceptować pojawienie się rodzeństwa niż starszemu dziecku przyzwyczajonemu do tego, że jest jedynakiem. Zresztą dzieci szybko się adaptują do nowych sytuacji, trzeba im tylko na tyle na ile to możliwe w tym pomóc. U nas pamiętam, że po pojawieniu się Ignaśka Stach chciał żebym mu cały czas czytała książkę ‚Kici Kocia ma braciszka Nunusia’ (Kicia Kocia to ulubiona seria Stacha). Początek jest ciężki ale ani się obejrzymy a chłopaki będą wspólnie bawić się klockami, samochodami i mieć swoje ‚męskie’ sprawy 🙂 Zobaczysz że będzie dobrze 🙂

  • Reply Kasia Sierpień 23, 2017 at 8:40 pm

    I u nas podobna różnica 🙂 mi się wydaje, że mimo wszystko jestem lepiej zorganizowana i chociaż pracy jest dwa razy więcej to jakoś tak sprawniej wychodzi (oczywiście nie zawsze ;-)) I zgadzam się bardzo z drugą częścią postu – drugie dziecko dorasta w tempie ekspresowym (tak się przynajmniej wydaje), patrzy się z jakimś takim rozrzewnieniem na wszystkie postępy, ale ja też za nic nie chcę tego przyspieszać 😉

    • Reply Marta Sierpień 27, 2017 at 8:08 pm

      To chyba też przez to, że się wie, że za każdym postępem idzie kolejny i kolejny i ani się człowiek obejrzy a z leżącego noworodka robi się biegający dwulatek…

  • Reply JustKuz Sierpień 24, 2017 at 10:41 am

    U nas na odwrót, pierwsze 3 miesiące Oskar niemal całe przespał, za to Artur bardzo przeżywał kiedy np.tulałam Młodego, albo karmiłam piersią (chciał wtedy zazwyczaj, żebym NA JUZ zrobiła mu coś do jedzenia, przeczytała mu jakąś książeczkę, poszła się Nim pobawić, albo np.wziela go na ręce – w przypadku braku zaspokojenia zachcianki, ryk jak przy egzorcyzmach). Teraz Oskar wciąż dość sporo śpi (dwie drzemki 1,5-2h + jedna 20-30min.), ale w międzyczasie najchętniej ciągle na rękach. W dodatku obecnie przechodzi kryzys z jedzeniem, czwarty dzień z rzędu kiedy podaje mu coś innego niż mleko, płacze. Artur stosunek do młodszego brata ma praktycznie taki sam jak Stach do Ignasia ? A odpieluchowałam go całkowicie kiedy mial 23 miesiące, zdarzają mu się jeszcze wpadki, ale z częstotliwością powiedzmy, raz na 2 tygodnie. A na koniec, mam pytanie ? skąd jesteście? Kojarzy mi się, że kiedyś w któryms z postów o tym pisałaś, ale nie mogę sobie przypomnieć…

    • Reply Marta Sierpień 27, 2017 at 8:11 pm

      Różnie jednak każde dziecko przeżywa takie sytuacje. Ostatnich kilka lat mieszkaliśmy w Warszawie, teraz u moich rodziców 50 km pod, a będziemy się przeprowadzać do Piaseczna 🙂

    Dodaj komentarz